1435242836_facebook.png
logo rozewicz-motionmale

Obserwuj nas

youtube  facebook

Imię:  

Email:

Materiały z festiwalu 2011

Poeta codzienności? ("Z Różewicza dyplom")

Dużym uproszczeniem albo wręcz niesprawiedliwością jest nazywanie Tadeusza Różewicza „poetą codzienności”. Bo choć ten poeta i dramatopisarz w swej twórczości częstokroć posługuje się opisami wydarzeń i postaci – wydawałoby się – banalnych, to przecież przesłania płynące z poszczególnych utworów zazwyczaj mają jak najbardziej uniwersalne znaczenie. Tym samym, dla przykładu, w skromnym mieszczańskim lokum (miejscu akcji kilku sztuk Tadeusza Różewicza) może się rozgrywać dramat równie istotny, co na królewskim dworze. A tylko trzeba mieć dobrą wolę, by go w tych czterech ścianach należycie ukazać.

 

Poczyniłem te wstępne zastrzeżenia, ponieważ po obejrzeniu spektaklu „Z Różewicza dyplom” w wykonaniu studentów PWSFTViT z Łodzi odniosłem wrażenie, że realizatorzy tego przedstawienia zbyt dosłownie zinterpretowali określenie „poeta codzienności”. Chyba zabrakło im owej dobrej woli, by pamiętać, że większość utworów teatralnych, z których wybrali sceny do przedstawienia, zawierała bardzo głębokie przesłania. I choćby dlatego właśnie w swoistym akcie sprawiedliwości wobec ich autora należałoby pokusić się o jakieś nowe, głębsze przesłanie wyłonionej składanki… W każdym razie ja w tej „mini komedii ludzkiej” nie dostrzegłem takiego przesłania.

 

Powyższe krytyczne uwagi nie powinny jednak przesłonić faktu, że młodzi aktorzy grali wyśmienicie. No, być może zabrakło w ich grze pewnej empatii w kreowaniu niektórych postaci, ale taki już jest przywilej młodego wieku, że częstokroć ważniejszy wydaje się być sceniczny fajerwerk od wydobywania subtelności. A popisem była już pierwsza scena, w które dwaj aktorzy mówili „Didaskalia i uwagi” z „Aktu przerywanego”… By z czasem było tylko coraz ciekawiej. Kolejne sceny z „Aktu przerywanego”, z „Dzidzibobo”, „Na czworakach”, „Grupy Laokoona”, „Świadków” i „Wyszedł z domu” potwierdzały tylko, że dyplom młodym aktorom się należy. A mnie najbardziej podobała się kwestia Felicji z „Pułapki”. Ale to pewnie dlatego, że ten jeden raz w grze młodej aktorki dostrzegłem dużą dozę empatii.

 

No i koniecznie odnotować muszę „wydarzenia historyczne”, tzn. „pierwszy w historii bis teatralny” oraz „pierwszy w historii, drugi bis teatralny”… A ponadto mam nadzieję zobaczyć kiedyś tych uzdolnionych aktorów w naprawdę ambitnych przedstawieniach.

 

Paweł Bera

 

Recenzja jest autorstwa Pawła Bery. Administrator rozewiczopen.pl nie odpowiada za jej treść.